ZemBY
- Rapsodia -
Zimne. Sztywne. Obrzękłe.
Z oczami powleczonymi szkliwem,
Co w nocy świeci,
Kiedy zaraz za ścianą ktoś odchodzi chory.
Dziwne.
Jak bajka
Dla małych, grzecznych dzieci
W długie zimowe wieczory,
Kiedy za oknem
Śnieg
Pada i pada, zasnuwając teren
Swoją dziwaczną, białą monotonią.
A z półotwartych drzwi kipiących barów
Buchają kłęby -
Ze wszystkich kątów.
Z czarnych lupanarów,
Z suteren
Niejednostajnie,
Urywanie
Dzwonią
Zemby...
Bruno Jasieński
- Rapsodia -
Zimne. Sztywne. Obrzękłe.
Z oczami powleczonymi szkliwem,
Co w nocy świeci,
Kiedy zaraz za ścianą ktoś odchodzi chory.
Dziwne.
Jak bajka
Dla małych, grzecznych dzieci
W długie zimowe wieczory,
Kiedy za oknem
Śnieg
Pada i pada, zasnuwając teren
Swoją dziwaczną, białą monotonią.
A z półotwartych drzwi kipiących barów
Buchają kłęby -
Ze wszystkich kątów.
Z czarnych lupanarów,
Z suteren
Niejednostajnie,
Urywanie
Dzwonią
Zemby...
Bruno Jasieński
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz